19 września

PHYSICIANS FORMULA - PRZEGLĄD AMERYKAŃSKICH NOWOŚCI

PHYSICIANS FORMULA - PRZEGLĄD AMERYKAŃSKICH NOWOŚCI

PHYSICIANS FORMULA to amerykańska marka produkująca hipoalergiczne kosmetyki do makijażu. Została ona stworzona dla kobiet które mają delikatną i wrażliwą  na działanie zwykłych kosmetyków cerę. 
Misją marki jest tworzenie kosmetyków w 100% naturalnych, wegańskich oraz niezawierających żadnego ze 132 składników chemicznych wykorzystywanych do produkcji kosmetyków a powodujących alergie i podrażnienie skóry.
Firma działa od 1937 roku a jej założycielem był lekarz alergolog z Los Angeles.

Od niedawna marka dostępna jest również w Polsce. Jej produkty kupimy w perfumeriach Douglas oraz w drogeriach Hebe. Niestety w obu tych miejscach nie zawsze mamy możliwość zakupów stacjonarnie ponieważ kosmetyki PHYSICIANS FORMULA dostępne sa tylko w niektórych punktach. Bez problemu za to możemy je zamówić na internetowych stronach zarówno Douglasa jak i Hebe.

OFERTA MARKI



Oferta kosmetyczna marki PHYSICIANS FORMULA jest dość szeroka i zawiera zarówno kosmetyki do makijażu oczu jak i do twarzy. Oczywiście nie wszystkie oferowane przez firmę produkty dostępne są w Polsce. Znajdziemy u Nas jednak zarówno podkłady, pudry, róże jak i różnego rodzaju kredki, pomadki oraz palety cieni.

Na potrzeby dzisiejszego artykułu postanowiłam przetestować kilka produktów. Ponieważ nie miałam do tej pory żadnego kosmetyku z tej marki działałam trochę na oślep wybierając produkty do testu.
Dużo dobrego słyszałam o bronzerze Butter Bronzer, postanowiłam tez wypróbować podkład do twarzy oraz róż mający w składzie olejek arganowy.
Jak się sprawdziły? Czy marka słusznie wzbudza zachwyt? 
Zapraszam do dalszej części artykułu :)

PODKŁAD "THE HEALTHY FOUNDATION"


The Healthy Foundation to lekki podkład nadający się na co dzień dający średnie krycie. Opakowanie produktu jest bardzo ładne. Szklana, ciężka buteleczka zwieńczona lustrzaną zatyczką sprawia, że odnosimy wrażenie trzymania w dłoni dużo droższego produktu niż jest on wart w rzeczywistości.
Podkład nie posiada pompki. Ma za to dość duży aplikator. Taki jaki spotykamy zwykle w korektorach. Jeśli więc używamy podkładu tylko na sobie jest to czysty i higieniczny sposób aplikacji produktu na twarz.

Według producenta podkład ma być lekki a zarazem długotrwały oraz idealnie zgrać się z każdym typem cery. Również tą suchą i wrażliwą. Do tego posiada filtr przeciwsłoneczny SPF 20.


Za 30 ml produktu musimy zapłacić 59,90 PLN. Nie jest więc to najtańszy podkład.
Występuje tylko w 5 odcieniach. Ja wybrałam odcień LN3, który jest drugi w kolejności pod względem jasności odcienia.

To bardzo ładny, dość jasny kolor z neutralnymi tonami. Nie zauważyłam aby ciemniał po aplikacji, warto więc dobrać od razu odpowiedni kolor dla siebie.

ZOBACZ: PODKŁAD TEINT IDOLE ULTRA WEAR - UWAGA Z KOLOREM!

W ciągu dnia kosmetyk bardzo ładnie się nosi. Myślę, że zasługą tego jest również obecność kwasu hialuronowego oraz witamin A, C i E. Powodują one długotrwałe nawilżenie i odżywienie skóry twarzy, dzięki czemu podkład faktycznie lekko się nosi.
Nie wchodzi w załamania skóry, nie podkreśla suchych skórek ani zmarszczek. Zastyga, więc nie migruje po twarzy ani nie brudzi ubrań. Daje raczej matowe wykończenie.
Produkt ma kremową konsystencję, bez problemu rozprowadza się po twarzy.

JEDNAK NIE JEST TAK KOLOROWO...

Nie mogłabym jednak nie wspomnieć o jednym ogromnym minusie tego produktu. Ten podkład niesamowicie śmierdzi! Zapachu tego nie można nazwać nieprzyjemnym, on po prostu śmierdzi. Bardzo chemicznie. Co gorsza, zapach ten jest wyczuwalny nie tylko podczas aplikacji ale również po nałożeniu produktu na twarz przez dłuższy czas.
Próbowałam zminimalizować ten okropny zapach psikając w ciągu dnia twarz odświeżającymi mgiełkami zapachowymi ale to niestety nie pomaga. Zapach jest tak intensywny, że pod koniec dnia boli mnie od niego głowa.

Mimo tego, że podoba mi się jego wykończenie oraz to jak się nosi w ciągu dnia, to ten zapach skutecznie zniechęcił mnie do dalszego używania podkładu. Nie kupię go więc ponownie.

BUTTER BRONZER MURUMURU SUNKISSED



O tym produkcie jest dość głośno w internecie. Nie spotkałam się z negatywnymi opiniami na jego temat.
Po gruntownym przetestowaniu ja również z tymi pozytywnymi opiniami muszę się zgodzić. Produkt jest naprawdę świetny. 

Juz samo opakowanie zachęca do wypróbowania produktu. W ogóle muszę przyznać, że marka PHYSICIANS FORMULA przykłada dużą wagę do opakowań produktów dzięki czemu są one po prostu bardzo ładne i przyciągają wzrok. Raczej nie spotkamy tu najprostszych, plastikowych opakowań.
Tu praktycznie każde jest starannie przemyślane i cieszy oko. Nie inaczej jest z bronzerem.

Butter Bronzer zapakowany jest w plastikowe, dwukolorowe, zielono - żółte opakowanie przywodzące na myśl lato. W środku, oprócz bronzera, znajdziemy również małe lusterko oraz swoisty aplikator do jego nakładania produktu. Nie widzę jednak możliwości nakładania kosmetyku tym aplikatorem, ponieważ jest to rodzaj gąbki a jakoś nie wyobrażam sobie jak równomiernie za jego pomocą nałożyć produkt.


Bronzer ma bardzo lekką konsystencję oraz piękny, kawowy kolor. Nałożony na kości policzkowe idealnie imituje opaleniznę. Ze względu na swoją lekka formułę, pięknie się rozciera i nie pozostawia plam. Raczej ciężko zrobić sobie nim krzywdę na twarzy.

Największym jego plusem jest niewątpliwie egzotyczny zapach. Pachnie słodko: trochę waniliowo, trochę migdałowo. Pięknie. Wystarczy otworzyć opakowanie aby poczuć te fantastyczne aromaty. Dzięki temu jego aplikacja jest jeszcze przyjemniejsza.


Produkt dość mocno się pyli, prognozuję więc, że nie będzie bardzo wydajny bo szybko się zużywa. Ale opakowanie zawiera aż 11 g sprasowanego produktu a bronzera nie używamy przecież na cała twarz :)

Nie zauważyłam, żeby kosmetyk mnie zapychał oraz schodził z twarzy w ciągu dnia. Myślę, że kolor tego konkretnego produktu jest na tyle uniwersalny, że można nosić go nie tylko latem ale również zimą.

Zakup Butter Bronzera to koszt 64,90 PLN.
Muszę spróbować jeszcze drugiego wariantu Deep, który jest odrobinę ciemniejszy.

RÓŻ DO POLICZKÓW ARGAN WEAR



To ostatni produkt z mojej kolekcji PHYSICIANS FORMULA.
Również w tym przypadku marka postawiła na opakowanie, które cieszy oko oraz zawiera lusterko i mały pędzelek do aplikacji różu.

Ten produkt, jak na wegańską markę przystało, zawiera 100% oleju arganowego. Olej ten odpowiedzialny jest za nawilżenie, lekkość oraz poprawę kolorytu skóry.
Kolor. W tym przypadku mamy do czynienia z piękną, stylizowaną na marokańską, mozaiką w różnych odcieniach różu przeplatanych złotymi drobinkami dla podkreślenia świetlistego wykończenia kosmetyku. Złote drobinki są jednak widoczne tylko do pierwszego zamoczenia pędzla w produkcie. Potem znikają.


Róż na twarzy wygląda bardzo delikatnie. Taki typowy letni odcień nadający skórze zdrowego wygląd. Będzie odpowiedni dla bardzo jasnych i jasnych cer. Z tym produktem również ciężko przesadzić więc będzie on genialny dla osób, które nie są jeszcze wprawione w nakładaniu tego typu kosmetyków lub mają tzw. "ciężką rękę".

Za 11 gram produktu musimy zapłacić w standardowej cenie 49,99 PLN. Ostatnio jednak drogeria HEBE wprowadziła na niego zniżkę i dostępny jest w cenie 24,99 PLN czyli aż o 50% taniej.

Nie mogę powiedzieć, że kosmetyk skradł moje serce. Ot poprawny kosmetyk. Całkiem dobrze napigmentowany, w porządnym opakowaniu. Utrzymuje się cały dzień na skórze, ładnie rozciera i nie robi plam. Daleko mu jednak do mojego ulubionego różu z paletki SMASHBOX - The Cali Contour.

ZOBACZ: THE CALI CONTOUR - NAJLEPSZA PALETA DO KONTUROWANIA TWARZY

PODSUMOWANIE



Muszę przyznać, że nie zawiodłam się na kosmetykach PHYSICIANS FORMULA. Żaden z nich mnie nie zapchał. Wszystkie też mają bardzo dobre składy i bardzo ładnie wyglądają na twarzy. Opakowania naprawdę cieszą oko. Poza brzydkim zapachem podkładu jestem zadowolona z produktów oraz czuję się zachęcona do testowania kolejnych produktów tej marki.
Niekwestionowanym bestsellerem wśród testowanych przeze mnie kosmetyków jest oczywiście BUTTER BRONZER z masłem MURUMURU.
Jeśli więc nie miałyście okazji używać żadnego kosmetyku z tej marki - polecam zacząć właśnie od niego. Na pewno się w nim zakochacie :)



Co myślicie o kosmetykach tej marki? Macie już swoich ulubieńców?

09 września

PODKŁAD TEINT IDOLE ULTRA WEAR OD LANCOME - CZY TEGO JUŻ KIEDYŚ NIE BYŁO?

PODKŁAD TEINT IDOLE ULTRA WEAR OD LANCOME - CZY TEGO JUŻ KIEDYŚ NIE BYŁO?

Kilka tygodni temu na moim Instagramie (@aneta_lason_beauty_talks), na który serdecznie Was zapraszam, pokazywałam Wam mój najnowszy podkładowy zakup z perfumerii Sephora.

Przez ten czas dość mocno testowałam podkład TEINT IDOLE ULTRA WEAR od LANCOME. Zapraszam więc na jego recenzję.

"TEINT IDOLE ULTRA WEAR" - REWOLUCJA NA RYNKU KOSMETYCZNYM?



Ten podkład bynajmniej nie jest nowością na rynku. W tym jednak roku firma Lancome postanowiła zmienić podkład TEINT IDOLE ULTRA 24H na TEINT IDOLE ULTRA WEAR oraz znacznie powiększyć liczbę dostępnych odcieni z 7 dotychczas proponowanych aż do 45 odcieni!
Każdy więc niezależnie od koloru swojej skóry znajdzie idealny odcień dla siebie.

OBIETNICE

Producent zapewnia, że podkład ma aż 24 godzinną trwałość. Jest lekki, przez co nie widać go na skórze. Jego poziom krycia ma być mocny a podkład zaliczać się do tych, z serii długotrwałych. Ma nie zostawiać śladów na ubraniach oraz nie rozmazywać się. Ponadto posiada filtr SPF15.
Sprawdźmy jak jest naprawdę.

OPAKOWANIE


Opakowanie produktu jest bezsprzecznie najładniejszym opakowaniem podkładu jakie widziałam do tej pory. Wystarczy na niego spojrzeć, aby mieć pewność że mamy do czynienia z kosmetykiem wysokopółkowym.

Gustowna buteleczka w kolorze przydymionego szkła opisana nazwą podkładu oraz charakterystycznym logo marki LANCOME zwieńczona jest czarną zakrętką na wierzchu której wygrawerowana jest złota róża - znak rozpoznawczy marki. Podkład więc niewątpliwe będzie stanowił ozdobę każdej toaletki.

Na plus zaliczyć należy obecność pompki, dzięki której w higieniczny sposób możemy zaaplikować taką ilość podkładu jakiej potrzebujemy.

Podkład dostajemy w równie uroczym, srebrnym, lustrzanym kartoniku. Widać więc od razu, że jest to podkład z droższej półki cenowej.

KONSYSTENCJA I WŁAŚCIWOŚCI


Podkład ma dość wodnistą konsystencję oraz mocno wyczuwalny zapach. Dla mnie nie jest on perfumowany, wyczuwam tam dość mocno alkohol. 

Muszę przyznać, że konsystencją oraz zapachem podkład ten bardzo przypomina inny produkt, który jest znacznie tańszy LOREAL INFAILLIBLE 24H FRESHWEAR.


Przez jedną ze swoich właściwości podkład ten ma zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. W zależności od tego właściwość ta traktowana jest jako wada lub zaleta.
Otóż podkład niemiłosiernie oksyduje. Co najmniej o 2 - 3 tony. Poniżej zrobiłam Wam swatche podkładu dla porównania.
Po lewej nowa porcja podkładu, po prawej podkład nałożony chwilę wcześniej.


I co? Wyglądają jak dwa rożne odcienie produktu podczas gdy cały czas jest to odcień 024 Beige Vanille. Dzieli je kilka minut aplikacji. Zalecam więc przy zakupie wybór odcienia jaśniejszego o kilka tonów od tego, który nosicie normalnie aby nie skończyć z pomarańczową twarzą.

Jest to jeden z najmocniej ciemniejących podkładów z jakim miałam do czynienia. Choć w moim przypadku ta właściwość okazała się zbawienna ponieważ zamawiałam podkład przez internet i początkowo wydawało mi się, że wybrałam niestety zbyt jasny odcień.

Koniec końców, przez to że kosmetyk oksyduje odcień okazał się dobry.

WYKOŃCZENIE



Niezależnie od tego, czy podkład nakładałam pędzlem czy gąbeczką, produkt bardzo ładnie stapiał się ze skórą. Przez swoją dość płynną konsystencję jest prawie niewidoczny na twarzy.

Już jedna warstwa daje bardzo ładne, średnie krycie które jednak można budować. Podkład ma matowe wykończenie, które nie powoduje jednak wyglądu maski. Jest bardzo długotrwały. W moich testach przetrwał nawet 30 - 34 stopniowe upały.

Przez swoje zastygające właściwości kosmetyk nie rozwarstwia się, nie ściera ani nie wchodzi w załamania. Skóra przez 12 - 14 godzin (czyli tyle, ile nosiłam go najdłużej) była gładka. Podkład cały dzień trzymał mat na twarzy.

Ładnie współpracuje z innymi kosmetykami - typu korektor, bronzer czy rozświetlacz. Myślę, że osoby które nie lubią pudrować podkładów spokojnie mogą z tego zrezygnować.

Ponieważ jestem fanką pudrowania testowałam Teint Idole Ultra Wear zarówno z pudrami matującymi oraz rozświetlającymi. Z każdym z nich wygląda na twarzy dobrze.


PODSUMOWANIE


Po kilku tygodniach testów muszę przyznać, że jest to bardzo dobry podkład. Minusy są dwa: mocne ciemnienie podkładu oraz cena. Za 30 ml produktu w perfumerii Sephora musimy zapłacić aż 195 pln. Ja kupiłam go z 20% zniżką. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet wśród marek selektywnych podkład należy do tych droższych.
Warto jednak wspomnieć, że marka LANCOME dostępna jest również w różnych perfumeriach internetowych, gdzie możemy go kupić nawet o kilkadziesiąt złotych taniej. Warto więc polować na okazje :)

Przed zakupem polecam jednak sprawdzić stacjonarnie odcień jaki chcemy wybrać, bo po kilku minutach od nałożenia może się okazać, że jest on dla nas dużo za ciemny.

Pomijając cenę podkład pięknie kryje, nie wchodzi w zmarszczki, nie podkreśla suchych skórek oraz nie waży się na twarzy podczas noszenia. Bardzo go lubię i uważam, że był to dobry zakup.


A Wy co myślicie o tym podkładzie? Wart swojej ceny czy nie?

06 września

LIGHTENING SECRET EYE POWDER - NOWOŚĆ NA POLSKIM RYNKU OD HEAN

LIGHTENING SECRET EYE POWDER - NOWOŚĆ NA POLSKIM RYNKU OD HEAN

Za sprawą znanej youtuberki - Maxineczki, temat pudrów pod oczy dedykowanych temu obszarowi stał się bardzo popularny.

Czym jest puder pod oczy i jaka jest różnica pomiędzy nim a zwykłym, sypkim pudrem? Czy jest jakaś różnica? I czy naprawdę potrzebujemy innego pudru do twarzy i innego pod oczy?
Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w dalszej części artykułu.

PUDER POD OCZY

Produkt ten zwykle charakteryzuje się kilkoma cechami:
  • sypką konsystencją
  • bardzo drobnym zmieleniem
  • rozświetlającym wykończeniem (mikrodrobinkami odbijającymi światło)
  • mniejszą pojemnością niż w standardowych pudrach
  • białym kolorem
  • rozjaśnieniem skóry pod oczami

Nie oznacza to jednak, że te "standardowe" pudry nie mogą spełniać powyższych kryteriów. Na chwilę obecną mamy na rynku bardzo dużo pudrów, które charakteryzują się różnym wykończeniem - od takich, które głęboko matują do takich, które posiadają właściwości rozświetlające.


Do niedawna dla większości osób wykorzystujących do makijażu drogeryjne kosmetyki nie było możliwości wykorzystania do przypudrowania korektora pod okiem specjalnego, dedykowanego pudru pod oczy. Dlaczego? Z prostego powodu. Po prostu żadna drogeryjna marka nie miała w swojej ofercie pudru pod oczy! Za sprawą marki HEAN to się jednak zmieniło.

I oto jest. Jedyny drogeryjny puder pod oczy!

LIGHTENING SECRET EYE POWDER


Zgodnie z obecnymi trendami w makijażu obszar pod okiem należy maksymalnie wygładzić. W tym celu używa się właśnie połączenia korektora, który zakryje cienie, zasinienia i żyłki pod oczami a także optycznie zmniejszy widoczność zmarszczek.

Dobrze dobrany i nałożony korektor sprawi, że nasza cera stanie się gładka i wypoczęta. Aby tak się jednak mogło stać, korektor należy dobrze przypudrować aby w ciągu dnia nie zbierał się pod oczami i nie wchodził w żadne linie mimiczne ani zmarszczki.
I tu dochodzimy do setna dzisiejszego artykułu. Pudru pod oczy. Musi on być lekki, wygładzający oraz lekko rozświetlający. Oraz co bardzo ważne, nie może przyciemniać koloru nałożonego wcześniej korektora. 
Czy nowość od marki HEAN spełnia te wszystkie kryteria? Czy wygląda dobrze pod oczami?

OPAKOWANIE


Kupując ten puder otrzymujemy produkt w małym, plastikowym opakowaniu. Dolna część jest w kolorze matowego szkła co pozwala Nam od razu ocenić kolor produktu wraz z czarnym wieczkiem. Puder w środku posiada przekręcane sitko, które pozwoli na racjonalne dozowanie produktu. 

Muszę tu jednak zauważyć, że mój egzemplarz pozwala na obrócenie zamknięcia sitka tylko do połowy. Oznacza to, że i tak puder, jeśli nie stoi, wysypuje się po całym opakowaniu. Nie sprawdzałam innych opakowań. Zakładam, że po prostu trafiło mi się jakieś felerne opakowanie.

Za 4,5 g produktu (bo tyle znajdziemy w opakowaniu) musimy zapłacić, w zależności od miejsca gdzie kupujemy od 20 pln do 30 pln.

KONSYSTENCJA I WYKOŃCZENIE



Puder jest bardzo drobno zmielony. W opakowaniu ma kolor biały jednak na twarzy zmienia się w transparentny, co oznacza, że nie daje koloru wcale. To ważne, ponieważ jak pisałam wcześniej, dobry puder pod oczy nie może zmieniać a tym bardziej przyciemniać koloru korektora. Nikt przecież nie chce wyglądać jak dojrzała pomarańcza bo taki efekt nie tylko jest komiczny ale również bardzo postarza.

W środku znajdziemy bardzo małe, rozświetlające drobinki, których zadaniem jest delikatne odbijanie światła co ma z kolei sprawić, że skóra będzie wygładzona.

Mała pojemność produktu, z uwagi na to, że obszar który pudrujemy jest znacznie mniejszy, powinien wystarczyć na dość długi czas.

EFEKT



Do tej pory przypudrowując obszar pod oczami używałam zwykłych pudrów sypkich o wykończeniu rozświetlającym. Sprawdzały się dobrze. Jakoś nie przemawiały do mnie pudry marek selektywnych takich jak LAURA MERCIER czy też BECCA, które miały w swojej ofercie pudry pod oczy w cenie 100 pln lub wyższej. Po co więc wydawać pieniądze (i to nie małe) na produkty, które łatwo mogę zastąpić?

Kiedy jednak pojawił się na rynku produkt, który dostępny był w cenie drogeryjnej postanowiłam spróbować. 
I już wiem o co tyle hałasu :)

Różnica dotyczy tego jak puder wygląda i utrzymuje się w ciągu dnia. Faktycznie przez to, że jest bardzo drobno zmielony optycznie wygładza skórę i nie powoduje, że korektor wchodzi w zmarszczki. Skóra wygląda dużo lepiej niż przy użyciu standardowego pudru. Nawet tak zachwalany puder w kamieniu od BELL HYPOALLERGENIC nie powodował takiego wygładzenia twarzy jak ten puder. Efekt jest naprawdę super.

Produkt trochę się pyli podczas aplikacji. Ma również delikatny zapach. Nie powinien on jednak nikomu przeszkadzać.

Ale jest również jeden minus. Należy uważać z ilością produktu jaką aplikujemy na twarz. Z uwagi na wysoką zawartość krzemionki odpowiedzialnej za efekt wygładzenia, przy zbyt dużej ilości produktu możemy nadmiernie wybielić ten obszar i uzyskać efekt "odwróconej pandy" pod oczami. A nie tego oczekujemy.

Dodatkowo puder na zdjęciach daje efekt flashback. Oznacza to, że może się tak zdarzyć, że na zdjęciu będziemy miały dwie białe, wyróżniające się plamy pod oczami.
Nie polecam więc jego stosowania jeśli wiemy, że będziemy miały robione zdjęcia. Szczególnie portretowe.

Jeśli chodzi jednak o efekt w codziennym użytkowaniu to już wiem, że gdy to opakowanie mi się skończy, na pewno kupię następne. 
Puder jest naprawdę wart zachodu i jeśli uda Wam się go gdzieś kupić - nie zwlekajcie z decyzją :)


A jakie są Wasze doświadczenia z pudrami pod oczy? Używacie ich czy wolicie standardowe produkty?

04 września

BRUSH LINER - ULTRAPRECYZYJNY LINER OD EVELINE

BRUSH LINER - ULTRAPRECYZYJNY LINER OD EVELINE

Ile razy malując kreskę na oku denerwowałyście się, że czerń nie jest głęboka a liner rozlewa się po powiece i nie zastyga? 
Ile razy kupiłyście tego rodzaju produkt, który był zachwalany a okazał się kompletną klapą, której nijak nie da się używać?

Jeśli przynajmniej na jedno z powyższych pytań odpowiedź brzmi "tak", zapraszam do dalszej części artykułu, gdzie znajdziecie recenzję naprawdę porządnego eyelinera, który nie naruszy zbytnio Waszego budżetu :)

CZYM RYSOWAĆ KRESKĘ NA OKU?

Kreskę na oku można malować wieloma kosmetykami. Od kredek poczynając, przez czarne cienie na linerach i kohl kajal - ach kończąc.

To czego używacie w znacznej mierze zależy od tego co się Wam najbardziej sprawdza. Nie będę więc dziś pisać o wyższości jednego produktu nad innymi.

Wiele lat temu swoje kreski malowałam za pomocą kredek do oczu. Jednak już od długiego czasu uważam, że najlepiej do tej czynności sprawdza mi się eye liner. Przeszłam przez nich wiele. W słoiczku, w aplikatorze, w pisaku, z pędzelkiem, z filcową końcówką.... naprawdę, sporo tego było.

Dlatego też wiem czego szukam w takich produktach oraz co sprawia, że jestem zadowolona z efektu.
Zapytacie co to takiego? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Według mnie dobry eye liner powinien charakteryzować się kilkoma cechami:
  • głęboką czernią (żeby na powiece nie wyglądał na szary)
  • matowym wykończeniem
  • miękkim pędzelkiem, który pozwoli na elastyczną z nim pracę
  • zastyganiem (nie rozmazywaniem się)
  • precyzją (pozwoli to malować nawet cieniutką kreskę)
  • nie kruszyć się

PRECISE BRUSH LINER



Ten produkt od EVELINE spełnia wszystkie moje powyższe wymagania. Po pierwsze jest zakończony cieniutkim pędzelkiem co sprawia, że jest on bardzo precyzyjny podczas malowania kresek oraz na tyle elastyczny, że bez problemu można wyrysować nim "jaskółkę". 

Do tej pory eye linery w pisaku które testowałam, zwykle zakończone były twardym filcowym aplikatorem, który nie dość, że nie pozwalał narysować kreski za jednym razem, ponieważ przerywał, to jeszcze odczucie na powiece nie było zbyt przyjemne. Taki aplikator był po prostu twardy. Dlatego unikam tego typu produktów a przed zakupem każdego linera pieczołowicie sprawdzam, czy aplikator nie jest przypadkiem w ten sposób zakończony.

Drugą zaletą Precise Brush Liner jest jego kolor. To bardzo głęboka, matowa czerń. Kreska na powiece jest naprawdę czarna, niezależnie czy użyjemy go na "gołej" powiece czy na nałożone wcześniej cienie.


Jak możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu, produktem tym narysujemy zarówno bardzo cieniutką jak i grubszą kreskę.

Produkt dość szybko zastyga. Na tyle szybko, że podczas tuszowania rzęs nie obawiam się o to, że rozmaże mi się po całej powiece jak tylko niechcący dotknę kreski szczoteczką od tuszu.
I nie na tyle szybko aby trzeba było bardzo szybko malować kreskę bez możliwości jej poprawienia. A więc idealnie :)

Te z Was, które malują kreskę w codziennym makijażu wiedzą, że nawet przy sporej wprawie jest to raczej precyzyjna robota :)

To co równie istotne przy tego typu kosmetykach ta fakt, że Precise Brush Liner jest mega trwały. Podczas noszenia nie kruszy się, nie wyciera i nie rozmazuje. Przy moim problemie z łzawiącym okiem jest to szczególnie ważne.

Jeśli dodać do tego jego relatywnie dość niską cenę, ponieważ kupicie go m. in. stacjonarnie w Drogeriach Rossmann za około 20 pln, wychodzi Nam bardzo fajny kosmetyk w dobrej cenie.

Już nie raz powtarzałam, że jakośc kosmetyków drogeryjnych nie raz jest lepsza lub dorównuje jakości kosmetykom marek selektywnych. I muszę przyznać, że i w przypadku tego eye linera również tak jest :)



Czy znacie inne eye linery w pisaku mogące się poszczycić aż tyloma plusami?

27 sierpnia

BELL NUDE LIQUID POWDER - DOSKONAŁY PODKŁAD W PRZYSTĘPNEJ CENIE?

BELL NUDE LIQUID POWDER - DOSKONAŁY PODKŁAD W PRZYSTĘPNEJ CENIE?

Dużo się mówi, że od dobrego podkładu rozpoczyna się doskonały makijaż. Ja chyba doskonały makijaż poparłabym najpierw dobrą i dopasowaną do cery pielęgnacja. Ale dzisiaj nie o tym. Przyjmijmy, że pielęgnacja, której używamy jest fantastycznie dobrana i nasza cera wygląda jak nigdy wcześniej.

Co w takim razie z bazą makijażu, którą w znacznej mierze stanowi podkład? 
Faktycznie, od niego wiele zależy. Dziś chciałabym Wam więc przedstawić jeden z najlepszych drogeryjnych podkładów jakie miałam ostatnio okazję stosować.

Zacznijmy od tego, że nie jestem przekonana do podkładów drogeryjnych tańszych marek. Zawsze coś mi w nich nie pasuje. Albo konsystencja jest nie taka, albo po jakimś czasie tworzą się smugi, albo gama kolorystyczna jest tak okrojona, że w żaden sposób nie mogę dobrać koloru dla siebie.

BELL NUDE LIQUID POWDER


Co więc sprawia, że podkład od BELL HYPOALLERGENIC pokochałam miłością absolutną? Na to pytanie odpowiem w dalszej części artykułu. Zapraszam :)


OBIETNICE

Producent zapewnia, że jest to nie tyle podkład co hypoalergiczny puder w płynie. Brzmi ciekawie. Co to oznacza? 
Otóż to, że po wyciśnięciu go z opakowania produkt ma całkowicie płynną konsystencję, natomiast w zetknięciu ze skórą twarzy zmienia się w puder. Taka forma ma zapewnić idealnie gładki efekt "nagiej" skóry. Puder ma dawać naturalne, długotrwałe i matowe wykończenie bez efektu maski.
Producent zaleca również nakładanie produktu palcami aby uzyskać najlepszy efekt.

OPAKOWANIE


Coraz częściej spotykamy się z podkładami w kroplomierzach. W przypadku Bell Nude Liquid Powder nie jest inaczej. 30 ml produktu zamknięte jest w szklanej buteleczce z aplikatorem w formie kroplomierza. 
Można lubić taką formę aplikacji lub nie. W przypadku tego podkładu, ze względu na jego płynną formułę, Bell postawiło na aplikator a nie zwykłą pompkę.
Za buteleczkę tego pudru w płynie trzeba zapłacić w regularnej cenie 29,99 pln.

KONSYSTENCJA I APLIKACJA


Produkt ma bardzo płynną, lejącą się na dłoni konsystencję. Producent zachęca aplikować go na twarz dłońmi. Ponieważ jednak ja nie lubię mieć rąk upaćkanych podkładem, podstawiłam wypróbować go nakładając standardowym narzędziem dla mnie jakim jest gąbeczka.

Muszę tutaj przyznać, że zgodnie z oczekiwaniami, aplikując podkład gąbeczką, "zjada" ona sporo produktu. Nie jest więc to najbardziej ekonomiczna metoda. Takie zjawisko jest jednak normalne w przypadku bardzo płynnych podkładów.

Bell Nude Liquid Powder bardzo ładnie rozprowadza się na twarzy. Jest to jeden z podkładów niezastygających, nie ma więc obawy, że produkt zaschnie zanim dobrze rozprowadzimy go po twarzy. Jego aplikacja trwa dosłownie kilka sekund. Bardzo ładnie stapia się ze skórą i nie smuży. 

KOLORY


Tutaj już nie jest tak "kolorowo" jakbyśmy tego oczekiwali. W dobie kosmetyków, gdzie niektóre marki oferują czasem aż 50 różnych odcieni produktów, Bell które podkład wypuściło tylko w 4 odcieniach wypada wyjątkowo marnie. 

Do testów wybrałam odcień 03 (Natural) oraz 04 (Golden Beige). Odcień 03 jest ładnym neutralnym odcieniem beżu, natomiast kolor 04 jest już zdecydowanie ciemniejszym, ciepłym, żółtym odcieniem. Oba są bardzo ładne, jednak ja aby uzyskać swój idealny odcień muszę oba kolory mieszać. Pozostałe kolory, czyli 01 i 02 są zdecydowanie jaśniejsze ale nadal mają w sobie żółte pigmenty.


WYKOŃCZENIE I TRWAŁOŚĆ


Podkład daje matowe, lekko pudrowe wykończenie na twarzy. Ukrywa drobne przebarwienia oraz niedoskonałości przy zachowaniu naturalnego efektu ładnie wyrównanego kolorytu cery. Jego trwałość jest natomiast niesamowita. Mam skłonność do przetłuszczania się cery w strefie T a ten podkład trzyma mat przez co najmniej 10 godzin. Bez poprawek. Dawno już nie spotkałam się z produktem, który byłby tak trwały. 

Nie ściera się, nie podkreśla suchych skórek ani nie wchodzi w zmarszczki. Myślę, że częściowo jest to zasługa tej dziwacznej, pudrowej formuły. Jeśli jednak zapewnia ona tak wspaniały efekt to ja jestem zdecydowanie na tak!


CIEKAWOSTKA


Jako że jako pierwszy odcień kupiłam w kolorze 04, który okazał się za ciemny postanowiłam zmieszać go z innym, trochę jaśniejszym podkładem. Mój wybór padł na podkład STUDIO SKIN od Smashboxa w odcieniu 2.0.


Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że oba te podkłady zmieszane ze sobą nie dość, że dają piękny kolor to jeszcze nawzajem podbijają swoją trwałość! Taka mieszanka trzyma się na mojej buzi od aplikacji aż do zmycia. Bez żadnego uszczerbku. Polecam wypróbować taki duet bo naprawdę warto :)

PODSUMOWANIE


Cóż więcej mogę powiedzieć o BELL NUDE LIQUID POWDER poza tym, że jest to fenomenalny podkład w przystępnej, drogeryjnej cenie? 
Chyba tylko tyle, że bardzo chciałabym aby był on dostępny w większej ilości odcieni. Poza tym jednym zastrzeżeniem nie mam do niego więcej uwag. 

Cena 29.99 pln oraz dostępność w stacjonarnych (HEBE) i internetowych drogeriach powoduje, że każda z nas może kupić go bez większego problemu. 

Pudrowe, stapiające się z cerą wykończenie dające mat na twarzy jest rzeczą, którą wiele z nas poszukuje w podkładach. O długotrwałości pisałam już wcześniej. Jest fantastyczna. No i można go łączyć z innymi podkładami długotrwałymi uzyskując bardzo ładny efekt.

Zachęcam do przetestowania. Ja daję temu produktowi 10/10.

A jakie są Wasze opinie na temat tego podkładu? Lubicie czy stawiacie na inne produkty?



19 sierpnia

NAJLEPSZE SZMINKI NA CO DZIEŃ >>>TOP SERIA<<<

NAJLEPSZE SZMINKI NA CO DZIEŃ    >>>TOP SERIA<<<

Dawno na blogu nie było żadnego artykułu z SERII TOP. Dziś więc chciałabym nadrobić zaległości i pokazać Wam, jakie szminki według mnie są najlepsze na co dzień.

Wiem, że nie każda z nas używa na co dzień szminek. Spora większość stawia pewnie w makijażu dziennym na błyszczyki i bezbarwne balsamy. Jeśli jednak jesteście fankami szminek zapraszam na dalszą część artykułu.

Przez wiele lat i dla mnie jedynym dopuszczalnym kolorem na ustach był kolor.... bezbarwny. Odkąd pamiętam używałam bezbarwnych błyszczyków, które z resztą bardzo lubię do tej pory. Jednak wraz ze zwiększającą się świadomością makijażową coraz częściej zaczęłam spoglądać w stronę szminek właśnie.

Dziś przedstawię Wam moje ulubione CZTERY produkty, bez których nie wyobrażam sobie już mojego dziennego makijażu :)

Przygotowane przeze mnie propozycje to trzy szminki nawilżające, których cena nie przekracza 40 pln oraz jedna długotrwała pomadka, która jest produktem z wyższej półki cenowej.
Produkty prezentowane są od najtańszego do najdroższego.

To co? Zaczynajmy! 

1. WIBO - JUICY COLOR LIPSTICK


WIBO to marka dostępna w sieci sklepów Rossmann. W jej ofercie znajdziemy mnóstwo szminek i błyszczyków. Ja jednak upodobałam sobie szminkę z serii Juicy Color Lipstick w kolorze 10107. Jest to delikatny brąz przełamany różem.

To produkt z rodzaju 2 w 1 ponieważ producent twierdzi, że to pomadka i balsam w jednym. I ma rację. Do wyboru mamy 6 kolorów.

Opakowanie jest plastikowe, typowo sztyftowe. Po jego kolorze od razu można rozpoznać kolor pomadki. Jest to bardzo wygodne. Każda pomadka zawiera w sobie 2,5 ml produktu.


Konsystencja pomadki, dzięki zawartemu w nim dodatkowi masła shea jest bardzo nawilżająca. Kryjąca formuła nie powoduje wylewania się produktu poza kontur ust. 

Z racji tego, że jest to produkt nawilżający utrzyma się na ustach do pierwszego posiłku. Mnie to jednak zupełnie nie przeszkadza. Lubię takie konsystencje, ponieważ od zawsze mam problem z szybkim przesuszaniem ust. Dzięki balsamowi zawartemu w szmince ten problem w ogóle mnie nie dotyczy. 
Za każdym razem usta są miękkie i nawilżone. Nawet po kilku godzinach noszenia jej na ustach nie odczuwam potrzeby dodatkowego ich nawilżenia.

Szminka ładnie się zjada i nie ma problemu z jej dokładaniem w ciągu dnia. Zaraz po aplikacji trochę przechodzi na zęby jednak jest to normalne przy tego typu niezastygających produktach. Wystarczy przez chwilkę poćwiczyć i już możemy cieszyć się pięknym kolorem na ustach przez cały dzień.


Kolor pomadki w odcieniu 10107 to tak jak pisałam wcześniej, brąz delikatnie przełamany herbacianym różem. Pasuje do każdego dziennego makijażu zarówno w brązach jak i beżach a nawet do tzw. "gołej powieki" i lekko wytuszowanych rzęs. Idealnie podkreśla naturalny kolor moich ust.

Wielkim plusem jest również jej cena, ponieważ za produkt w sieci drogerii Rossmann zapłacimy około 13,50 pln.

Nie wiem już ile opakowań tej szminki zużyłam, jednak przeczuwam że obecne nie jest moim ostatnim :)

2. SEPHORA COLLECTION #LIPSTORIES


Wiem, wiem...obiecałam że przedstawione przeze mnie szminki w większości nie przekroczą 40 pln a tu drugą w kolejności propozycją jest szminka z perfumerii Sephora.

Ale uwaga, to szminka z serii Sephora Collection czyli własnej marki perfumerii, której ceny nie powalają z nóg. Za tę konkretną pomadkę z kolekcji #LIPSTORIES w regularnej cenie zapłacimy tylko 29 pln.

Mój ukochany odcień to nr 3 o nazwie Qui!. Szminka ma papierowe opakowanie i wykręcany sztyft. jest to więc klasyczna forma tego typu produktu. 


Formuła pomadki, tak jak w przypadku tej z Wibo, jest nawilżająca a wykończenie satynowe. Oznacza to, że szminka nie zastyga, a ustom nadaje delikatny połysk. 

Mimo tego, szminka ma porządne krycie a żeby uzyskać ładny kolor zgaszonego różu na ustach wystarczy już jedna warstwa. A kolor jest obłędny! Z resztą sami zobaczcie:


Kremowa konsystencja bardzo ładnie trzyma się na ustach i ich nie przesusza. Nie zastyga i nie tworzy efektu "skorupy" na ustach. Przy posiłkach ładnie i równomiernie się zjada. Nie trzeba jej zmywać w całości aby dołożyć nową warstwę. 

Wchodząc swego czasu do Sephory nie sądziłam nawet, że w tak niepozornym i jak na Sephorę dość "biednym" opakowaniu znajdę takie cudo! To już moja druga sztuka tego koloru i nie zamierzam na nim poprzestać.

Kolor pasuje zarówno do makijaży nude jak i tych w odcieniach różowo - brzoskwiniowych. Zdecydowanie produkt wart wypróbowania.

3. SEPHORA ROUGE LACQUER LIPSTICK


To kolejna propozycja szminki z linii Sephora Collection. Tym razem o wykończeniu błyszczącym.

Opakowanie szminki jest juz zdecydowanie inne niż w przypadku dwóch swoich poprzedniczek. Tutaj mamy do czynienia ze srebrną, lustrzaną powierzchnią produktu oraz kolorem pomadki widocznym na górze zamknięcia. Szminka również jest w formie wysuwanego sztyftu.

Kolor, który skradł moje serce to nr 15 "Not Your Baby". To również odcień zgaszonego różu jednak na ustach ma delikatnie mniejsze krycie oraz jest dużo bardziej błyszcząca od swoich koleżanek. 



Produkt ma formułę balsamu dzięki czemu natychmiastowo regeneruje usta pozostawiając je soczyście nawilżone. Aplikacja jest bardzo przyjemna, produkt równomiernie rozkłada się na ustach i nie rozlewa się w trakcie noszenia. Również bardzo ładnie się zjada. W ciagu dnia trzeba go kilka razy dołożyć.

Cena regularna Rouge Laquer Lipstick to 35 pln.


4. HUDA BEAUTY - LIQUID MATTE LIPSTICK


Czwartą, ale bynajmniej nie ostatnią propozycją szminki idealnej na co dzień jest kultowa już matowa, płynna szminka marki Huda Beauty w odcieniu Bombshell.



To najdroższa propozycja w tym zestawieniu, ponieważ za tę szminkę w perfumerii Sephora zapłacimy 106 pln w cenie regularnej.

Opakowanie produktu jest bardzo gustowne, szminka zamknięta jest w szklanym, matowym i przezroczystym opakowaniu z aplikatorem. Jest to produkt zastygający więc musimy z nim pracować dość szybko, ponieważ po jego zastygnięciu nie uda nam się już zrobić poprawek np. w obrysie konturu ust. 

Taka forma produktu zdecydowanie wpływa na jego długotrwałość. Inaczej niż w przypadku nawilżających szminek o których pisałam wcześniej, Bombshell od Huda Beauty pozostanie na ustach przez wiele godzin niezależnie od jedzenia i picia. Formuła pomadki jest odporna na ścieranie.

Nie znaczy to oczywiście, że zupełnie nie da się jej zjeść. Da się, potrzeba na to jednak zdecydowanie więcej czasu niż w przypadku tradycyjnych szminek.

Kolor Bombshell jest na pierwszy rzut oka ciężki do określenia. Trochę brązu, trochę różu... takie połączenie jednak powoduje, że jest to jeden z najbardziej uniwersalnych odcieni. Pasuje prawie każdemu. Delikatnie podkreśla kolor ust w codziennym makijażu.



Warto również wspomnieć o tym, że szminka ma bardzo ładny, powiedziałabym migdałowo - kokosowy zapach. 

Bombshell oferuje nam wykończenie matowe przez co trochę przesusza usta. Przynajmniej moje jeśli wcześniej, przed aplikacją, nie nałożę odrobiny balsamu nawilżającego. Polecam więc najpierw nakładać produkt nawilżający na usta, odczekać chwilę aż się wchłonie, zetrzeć jego nadmiar i dopiero wtedy nałożyć cienką warstwę matowej szminki.

I to już wszyscy moi "szminkowi" ulubieńcy. 
Jak prezentują się w zestawieniu razem? 
Popatrzmy. 

Od lewej Wibo JUICY COLOR LIPSTICK, Sephora ROUGE LAQUER LIPSTICK, Sephora #LIPSTORIES oraz Huda Beauty BOMBSHELL.



A jakie są Wasze ulubione kolory i wykończenia szminek? Piszcie w komentarzach poniżej. Może i ja znajdę kolejnego ulubieńca?

Copyright © 2016 ANETA LASOŃ BEAUTY TALKS , Blogger